Subiektywna odpowiedź do wątku Gadaczki NIEWIDOMI Z DYSFUNKCJĄ RUCHU

Niedziela, 21 listopada 2 21r godz. 9:10

Subiektywna odpowiedź do wątku Gadaczki NIEWIDOMI Z DYSFUNKCJĄ RUCHU na forum
ŚRODOWISKO NIEWIDOMYCH SAMODZIELNOŚĆ NIEWIDOMYCH.

SZÓSTKA

Witeczka Wszystkim,

Miałem napisać komentarz na forum, ale z racji, że zaczęła mi treść się strasznie rozciągać gdym się z oriętował, to już były cztery konary), więc myślę, że lepiej będzie, jak to miast tam, naskrobię tu .
Nie wiem, co prawda, czy można jakoś to inteligentnie zrobić, by na wątku była wzmianka o tekście na blogu, który odnosi się do wątku, ale kto będzie miał niedosyt forum, to pewnie znajdzie.
Oczywiście za wszelkie czyjekolwiek wydajemisię przepraszam, ale tu, nie będzie wydajemisiów, tylko czysta praktyka.

Tak jak już pewnie wielu z eltenowiczów wie (kilku, może nie), mam przyjemność bycia właśnie tandemem. Czaasu od jak dawna jestem tandemem nie zliczę, ale przypada moje przejście z normalnego – zdrowego dzieciństwa, na to trochę mniej zdrowe – sprawne – ale równie przyjemne, zadowalające, spełnione, na rok 1987, kiedy to dostałem wypis z oddziału intensywnej terapii w Suwałkach, do domu. Najpierw jeździłem wózkiem starą, pokraczną landarą, na ciągle psujących się przednich kołach. Potem w dziewięćdziesiątym roku postawiony zostałem przy balkoniku, po kilku czarodziejskich zabiegach w Konstancinie. I wszystko to, oczywiście na bycie, który nie widzi, ale też co śmieszniejsze, sam nie chodzi w ogóle.

A teraz bardziej ogólnie, by móc się odnieść do wątku

(

chociaż we wpisie blogowym)…
Przyznam się, że śmieszą mnie takie wątki, w których jedna niepełnosprawność,domyśla się czucia innej niepełnosprawności nie mówiąc już o tandemach, ale widocznie tak musi być.
Tłumaczę sobie to tym, że ciekawość, może, a może po prostu chęć jakiejś szumnie zwanej empatii pojawia się w człowieku, który zadaje pytania praktycznie nie do sprawdzenia przez potocznego nawet niewidomego Kowalskiego. Inna sprawa, że dużo robi to, jak się sami czujemy z własną niesprawnością

.

Od kiedy przestałem chodzić sam, jak ognia unikałem sytuacji, kiedy ktoś mnie trzymał za ramię i próbował pomóc gdzieś dojść. Na własny urzytek, przyruwnuję to, do sytuacji, kiedy idziemy z psem na smyczy na spacer. Chciałby sobie burek pobiegać, gdzie go oczy poniosą, a tu, ni chuchu… Może, to trochę na wyrost przyrównanie, ale przynajmniej w moim przypadku, tak to wygląda. Więcej przeszkadzania, niż pomocy. Zawsze informacja musiała padać proszę iść obok i nie trzymając mnie, prowadzić opis otoczenia.
To nie zawsze oczywiście się sprawdzało , bo nie wszyscy napotkani, mięli uszy do słuchania, ale generalnie udawało się prędzej, czy później wytłumaczyć delikwentowi, że mam cztery nogi. Dwie z nich, są tak szeroko rozstawiane, że nie możliwością jest, by on prędzej, czy później, nie zrobił sobie kuku oczywiście wszystko przez przypadek.

Tak było gdy chodziłem z balkonikiem, tak było, jak śmigałem na kulach, ale tak samo jest teraz, gdy mam przyjemność poruszać się na kołach.
To tyle, jeśli chodzi o temat ogólny, teraz zaś jeśli chodzi o komentarz, że niepełnosprawny ten na kulach, czy o balkoniku, też może mieć zajęcia z orientacji przestrzennej

.

Swego czasu, gdym uczęszczał do szkoły ponad podstawowej, wszyscy niewidomkowie w klasie jak jeden mąż, mieli już samodzielki mi do końca ogólniaka, oficjalnie nie udało się ich wywojować. Dlaczego? A no z prostego powodu: ty nie możesz mieć orientacji, bo jest to bardzo niebezpieczne. No i umarł w butach – nie ma ukończonego kursu orientacji przestrzennej? Nie ma zgody na samodzielne wyjścia na miasto. W gruncie rzeczy, przy Poznaniu, Owińska, to ledwie kropka na mapie, ale samochody i tu, i tu się zdarzają. nie wiedziałem, czy bardziej niebezpieczne niż poruszanie się normalnych Niewidomych po mieście, ale trzeba było, to zaakceptować, więc się nic nie mówiło.
Więc kto chce, ten wyczyta sobie, jak tandem może mieć orientację przestrzenną.

Potem dopiero na studiach, zacząłem wypracowywać z panią od orientacji Przestrzennej sposoby na ominięcie barier uniemożliwiających poruszanie się z Laską,, i jakoś to dopiero mogło zacząć się kręcić, ale jestem świadom tego, że nigdy moje zajęcia na studiach z orientacji, nie wyglądały tak, jak normalnego niewidomego. Tandem, to niestety coś więcej, jak tylko niewidomy. To taki niewidomy plus, i konia z rzędem temu, kto wymyśli kurs orientacji przestrzennej, który będzie uniwersalny dla każdego.
Jasne, że jakieś promile zachowań niewidomych na ulicy, jakieś schematy działań można przekazać takiej osobie, ale nic poza tym. I bynajmniej nie są to tylko moje spostrzeżenia, ale także dwóch innych tandemów w Polsce. I jasne, że jeden jest ogarnięty bardziej, inny mniej, ale nawet ten najlepiej ogarnięty, pewnych rzeczy nie przeskoczy i kropka.

Mi bardzo pomogło np., tłumaczenie trasy krok po kroku, na podstawie rysunków tras, albo wydruków z mapek. Oczywiście i wydruk mapki, i rysunek „własnoręczny”, musiał być wcześniej wydrapany na wypukło, i w ten sposób jakoś od 2010r uczę się pamiętać wybrane trasy. Niniejszy sposób, co prawda wymaga pomocy widzącego oka, ale jak już oko nam podrapie kartkę gdzie trzeba i naklei na bristol, to nie ma bata, że się nie nauczę.

Istnieją pewnie lepsze sposoby radzenia sobie po naszemu z orientacją Pozwólcie, że nie będę ich przytaczał za jednym z eltenowiczów, ale przynajmniej dla mnie, w większości wypadków, wystarcza to, co sprawdziłem wielokrotnie na sobie.

11 komentarzy

  1. A uważasz, że osoba niewidoma chodząca jest w stanie prowadzić taki tandem np. po mieście? Jeśli tak czy masz na to jakiś sposób?
    Ale, na sam pierw, wypadało by się spytać, po co ma prowadzić ten tandem? Czy dla czystej fanaberi, czy rozrywki, czy po co?
    Myślę, (chyba mam za małą wyobraźnię), że Nie. Nie ma możliwości by prowadzić zwykły tandem, po ulicach miasta po niewidomemu. Są oczywiście ryzykanci, ale to wtedy się robi to na własną odpowiedzialność. Zdaję sobie sprawę, że i moje myślenie może być ograniczone, ale chyba gdybym nie musiał, to nigdy, nie zaczął bym funkcjonować tak, jak funkcjonuję. Wydaje mi się, czymś innym: dostosowanie się do świata, bo świat nie dostosuje się do nas, inaczej by trzeba było siedzieć w domu i liczyć na pomoc Niani, a czym innym, jest narażanie się na nieprzyjemności, bo taką mam dziś wenę. Nie oszukujmy się, to tylko czysta fanaberia, a nie coś, co jest człowiekowi nie zbędne do funkcjonowania w Społeczeństwie.
    Bycie kierowcą prowadzącym tandem po niewidomemu, mimo że to nie jest przymus, wydaje mi się, cokolwiek niebezpieczne (by nie użyć innych dosadniejszych słów).

    Nie wiem, co w moim komentarzu, było twoim zdaniem wredne, bo napisałem go, z dobrego serca, wygrzebując z samego dna wiedzę (łyżką niczym koparkową), ale ok, jeśli nawet coś okazało się twojemu uchu wredne, to sorka

  2. Hmm nie odpowiedziałeś na moje pytanie:

    A uważasz, że osoba niewidoma chodząca jest w stanie prowadzić taki tandem np. po mieście? Jeśli tak czy masz na to jakiś sposób?

    Teraz ja CI odpowiem wrednie,
    osoba niewidoma jest w stanie prowadzić tandem po niezbyt ruchliwych ulicach to wiem, bo prowadziłam, ale nie przetestowalam prowadzenia wózka inwalidzkiego w plenerze, w budynkach owszem, ale nie w plenerze dlatego pytam, bo gdzie wtedy trzymałaby laskę?. WYmyśliło mi się takie cosie, nie wiem czy logiczne, wózek napędzany elektrycznie jedzie przed osobą niewidomą oczywiście z pasażerem, gorzej jak taka jednostka używa wózka manualnego..

  3. Majkmiku jest czytelne i to w tym kontekście użyłam metafory.
    Mowiłeś tandem mając na myśli osobę na wózku inwalidzkim, hmmm nie miałam na myśli roweru, skoro o poruszaniu się na wózku była mowa.

  4. Hm Magmar. W czwartym komentarzu zawarte jest tak dużo pytań, że nie wiem, czy sprostam Twoim oczekiwaniom, ale spróbujmy.
    1. A uważasz, że osoba niewidoma chodząca jest w stanie prowadzić taki tandem np. po mieście?
    (odp)
    Określenia „tandem” użyłem w przenośni. Nie mam żadnego tandemu. Po prostu ja jestem tandemem. Myślałem, że określenie to, w tym przypadku będzie czytelne, by nie bawić się w jakieś przypisy. Ale ok. Skoro chyba nie było jasne, to wyjaśniam teraz. Otóż Tandemem określamy się, jeśli mamy prócz niesprawności wzroku, niesprawność ruchu. I to taką, że chodzenie z jedną kulą, odpada w przedbiegach. No więc dlatego tandem. I bynajmniej, ja przejąłem, to określenie, nieco żartobliwe osoby ze złożoną niepełnosprawnością” od koleżanki pochodzącej z Zakopanego, która też jest tandemem. Jest tandemem, mimo że nie posiada żadnego tandemu w znaczeniu roweru. „Zdaje mi się, że w naszym przypadku, nawet o nożnych tandemach, nie można by w ogóle pomyśleć, bo, jak to kiedyś powiedział Bruno Walidzki z Na dobre i na złe, my możemy schować sobie nogi do kieszeni. (On powiedział to o swojej ręce, jak go postrzelili chyba na sali operacyjnej, ale sens jest ten sam).
    2. I jakie wózki są wg CIebie lepsze elektryczne czy manualne?
    (odp.)
    Na tak postawione pytanie, odpowiedź nasuwa się polityka, albo jakiegoś prawnika, jako pierwsza myśl, to znaczy:
    „To zależy”.
    I prawda, że to zależy, bo po pierwsze wózek manualny,nie oszukujmy się, nie służy generalnie do przemieszczania się po mieście, na długich trasach. To raczej taka hulajnoga, z lat osiemdziesiątych. <b>Są co prawda wózki manualne – aktywne, które są z kolei przeznaczone dla osób które psię raczej wyczynowo ruszają, ale przeciętny zjadacz chleba, zazwyczaj ma zwykłą „ortopedykę (to slangowa nazwa typu wózka przeciętnego, za 800 zł).</b>
    Tak więc, jeśli wózka używać chcemy po domu, to każdy logiczny człowiek (nawet nie filozof) weźmie zwykły wózek. Zaś jeśli myślimy o przemieszczaniu się po mieście na dłuższych trasach (ja swoim śmigaczem najdłuższą trasę zrobiłem w jedną stronę 40km, to, jasne, że myśli nasze skłaniamy ku wózkom elektrycznym. I tu, też jest wózków na pęczki, jakby się zagłębić.

    W Niepełnosprawności, jak chyba i w życiu codziennym, „jak coś jest do wszystkiego, to jest, do niczego.:]”. Tak jak wózek manualny nie nadaje się dla delikwenta na długie trasy, jeśli on sam chce „pedałować”, tak samo wózek elektryczny, raczej nie nada się do poruszania się po domu (no chyba, że ktoś ma willę stu metro0wą).
    3. Jak Ty trzymasz laskę, by nie wkręciła się w koła i oprócz tego napędzasz wózek?
    (odp.)
    Jeśli wypada mi gdzieś na dwór na dłuższą trasę się wybrać jednak wózkiem manualnym – aktywnym, to już gdzieś kiedyś to pisałem. Laskę trzymam w silniejszej ręce, między palcami: wskazującym, a fakasem. Zatem do napędu kuł, zostaje jeszcze: kciuk,serdeczny (zwany czasami obrączkowym i mały. To w zupełności wystarcza.
    Jedno pchnięcie koła, to jest jedna zmiana kierunku laski, itd., itd.
    (oczywiście trzeba wiedzieć, jakie ciało ma ograniczenia, i jeśli czegoś się nie da, no to w danym momencie, trzeba posypać głowę czarnoziemem , mówiąc, „ok, teraz muszę sobie odpuścić, ale za jakiś czas, jak trochę poćwiczę, to znowu wrócę do tematu.”.
    4. Co z tymi, którzy mają na tyle niesprawne ręce, by utrzymać laskę?
    (odp.)
    Brutalna odpowiedź, jest taka, że nic. Zostaje: trening, trening, trening. Nie jest, to łatwe (zdaję sobie sprawę z tego), ale jeśli bardzo się czegoś chce, i dużo (nawet jeszcze więcej niż dużo) włoży się zaparcia w rehabilitację, to nawet mnie w 92r pełzającego na czterech po Ośrodkowych korytarzach, udało najpierw się nauczyć sprawnie używać Balkonika, a z czasem udało się też puścić mnie o kulach.
    I bynajmniej, zdaję sobie sprawę z tego, że byłem pewnie tylko pyłkiem, na tle mojego (mogę śmiało rzec Przyjaciela-Mentora-Nauczyciela-Przewodnika (i jeszcze pewnie kilka innych przymiotników sławy bym znalazł).
    W nauce WYTRWAŁOŚCI DĄŻENIA DO CELU i dochodzenia małymi kroczkami do dużego celu, miałem Bardzo Dobrego MENTORA , nauczyciela, „przewodnika”, Takiego, że nie każdemu jest dane ćwiczyć się chociażby na korekcyjnych, pod okiem takich ludzi jak Pan Leszek S. A przecież korekcyjne, to u mnie tylko siedem klas podstawówki. A co z zsz? Co z lod? W szkołach ponad podstawowych, nie było już "korków" Tam, albo się szło, jak sznur owieczek bogobojnych, albo pokazywało się swoją wielkość, zaangażowanie i oddanie dla "Celu Jednostki".
    O nauce wytrwałości, i samodzielności z twojego następnego komentarza, myślę, i pewnie kiedyś uda mi się taki tworek spłodzić, ale kiedy to będzie, to nawet najstarsi Górale, tego pewnie nie wiedzą.

  5. Skoro Twój blog nazywa się "Dzień po dniu" mam do CIebie prośbę, opisz jak doszedłeś do tak sporej niezależności, że tak powiem nieco ptrzewrotnie, mam nadzieję, że się nie obrazisz krok po kroku.

  6. A uważasz, że osoba niewidoma chodząca jest w stanie prowadzić taki tandem np. po mieście? Jeśli tak czy masz na to jakiś sposób?
    I jakie wózki są wg CIebie lepsze elektryczne czy manualne?
    Jak Ty trzymasz laskę, by nie wkręciła się w koła i oprócz tego napędzasz wózek?
    Co z tymi, którzy mają na tyle niesprawne ręce, by utrzymać laskę?

  7. Szkoda, że to wpis prywatny, w końcu to żadna tajemnica, że masz też ruchową. Ale możesz zawsze napisać w tamtym wątku, że informacja na Twoim blogu istnieje i zainteresowanych zapraszasz, żeby się z nią zapoznali.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

EltenLink